ul. Narvik 66, 30-437 Kraków, Polska

Vlog ze zwariowanych dni

Zuzanna Gargała

Vlog zE zwariowanych dni

C

ześć jestem Alice, mam 14 lat i mieszkam z tatą w Londynie od 5 lat. Przeprowadziliśmy się tutaj po rozwodzie rodziców który bardzo negatywnie na mnie wpłynął, ale teraz wszystko zaczęło wracać do normy. Chce opowiedzieć w skrócie o dniu który na długo pozostanie w mojej pamięci.

W pewną środę razem z tatą mieliśmy się wybrać na trzydniową wycieczkę na Marsa, z samego rana wyszłam z naszego domu, który unosił się stosunkowo wysoko nad ziemią od innych. Pewnie zastanowienie budzi jak z takiego domu się schodzi, jest to bardzo łatwe prostu idziesz przed siebie a wtedy pojawiają się schody a zaraz za tobą znikają. Na dole czekała nie wysoka blondynka z czarnymi oczami przypominała mi sławną testerkę kosmetyków lecz wiedziałam że to mało prawdopodobne ominęłam ją i zmierzałam w kierunku tzw. lotobusa gdy byłam już kawałek dalej usłyszałam głos mojego taty:

– Cześć jesteś już gotowa? -Powiedział dość szczęśliwym głosem

– Tak, ale czy jesteś pewny że mała mnie zaakceptuje? Tym bardziej że to miał być rodzinny wyjazd.

– Przecież ty jesteś częścią tej rodziny.

Czekałam zaniepokojona na przystanku, wtedy podjechało czarne auto ktoś zaciągnął mojego tatę do auta i szybko odjechał w tamtym momencie w niepokoju.

Wzięłam mój plecak wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy z torby i uciekałam. Gdy weszłam w ul. Brootwaya poczułam mocne uderzenie w tył głowy. Obudziłam się w laboratorium gdzie przede mną znajdowała się wielka dziura w ścianie z napisami zakaz wstępu, z rozmów doktorów wiedziałam że jest to jakaś druga strona, , która zabija, jest zimna i niebezpieczna po niedługiej chwili usłyszałam znajomy głos lecz nie byłam w stanie określić kto to. Nakłuto mnie w wielu miejscach wszczepiając jakieś moce, po czym ustawiono mnie przed butelką coli i kazano mi zgnieść ją siłą umysłu. Bardzo mocno się na tym skupiłam mimo tego że wyszło to poczułam nagły ból głowy, na stole zobaczyłam wielką plamę krwi, która wydobywała się z mojego nosa. Odprowadzono mnie do pokoju, w którym dostałam kartki i kredki powiedzieli że mogę się nacieszyć beztroską i ciepłem przez ostatnie godziny. Po upływie dwóch godzin ubrano mnie w strój kosmonauty i kazano wejść w dziurę w ścianie, dostałam kamerkę przed ścianą było ustawione duże grono ludzi trzymających laptopy w rękach. Gdy już miałam wchodzić w otchłań zaprotestowałam kłóciłam się ile mogłam bo miałam świadomość że tam zginę, wtedy do pomieszczenia weszła kobieta z wystającymi spod czepka blond włosami i charakterystycznymi czarnymi oczami pokazała im papiery i stanęła za biurkiem. Dwóch umięśnionych mężczyzn siłą wepchnęło mnie do otchłani gdzie zauważyłam wiele martwych osób z których nosem uchem lub buzią wychodziły ślimaki. Świat i ulice wyglądały tak samo lecz były oblepione śluzem i były bardzo zimne, w pobliskim lesie zauważyłam jelenia bez głowy gdy byłam już blisko niego wciągnęło go coś do krzaka w tamtym momencie straciłam połączenie z centralą, kamera się rozładowała nie wiedziałam gdzie jest wyjście zaczęłam płakać lecz gdzieś z strony muru usłyszałam głos za którym podążałam. Wtedy jakiś chłopak wyciągnął mnie stamtąd i powiedział że już jest dobrze, było tam jeszcze 6 innych osób. Wieczorem wyjaśnili mi co tutaj robimy, kobieta z którą spotykał się mój tato wcześniej umawiała się z ojcami tych osób po czym ich porywała a dzieci wysyłała do innego wymiaru z powodu braku chętnych odkrywców. Po długiej nocy zostało ogłoszona ważna wiadomość „Wojska Amerykańskie wjechały na tereny Londynu, Dzieci i dorośli proszeni są o zachowanie wszelkich zasad bezpieczeństwa w domach oraz w trakcie poruszania się do centrali tutejszych wojsk”. Gdy każdy z nas został przeteleportowany do baz wojskowych dostał plakietkę z innym imieniem i nazwiskiem po czym polecieliśmy do baz bezpieczeństwa gdzie miały zostać wszczepione nam chipy, czekałam w bardzo długiej kolejce, a gdy był czas na mnie usadzono mnie na fotelu przed białą ścianą wkłuto mi pod skórę zielony chip i obcięto moje długie, grube włosy zaprowadzono mnie do ekipy „A”. Był tam chłopak który wyciągnął mnie z otchłani wtedy miałam okazje zapytać jak się nazywa, nie odpowiedział mi lecz jakaś dziewczyna szepnęła „ Mirko” lekko się uśmiechnęłam i odeszłam. Mimo tego że przesiadywaliśmy tam tydzień nic się nie działo ustaliliśmy że w nocy z 2 na 3 czerwca uciekniemy z ośrodka, jak wszyscy poszli spać wyszliśmy przez okno zabierając parę małych robotów które co wieczór robiły nam gofry. Jakimś cudem wykopaliśmy dziurę pod siatką i uciekliśmy w stronę gór. Podsłuchując rozmowy dwóch wojskowych na warcie dowiedzieliśmy się że nagły przyjazd wojsk był zapowiedzią trzech fal zagłady mających na celu zniszczyć ludzkość. Pierwsza fala miała nadejść 4 czerwca o godzinie 12.45 miało być to bezlitosne tsunami, drugą tajemniczy wirus a trzecią falą najazd obcych. Przez cały dzień przygotowywaliśmy się na tsunami równo o godzinie 12.45 oczekiwaliśmy fali, jeden z kolegów postanowił że zejdzie w tamtym momencie zobaczyliśmy 10m falę pędzącą w naszą stronę, próbowaliśmy go wciągnąć lecz jednak woda była od nas szybsza i zabrała go z sobą. Resztę tego dnia spędziliśmy w ciszy ale następnego musieliśmy czekać na rozwinięcie się sytuacji, jedliśmy świeże gofry tylko dzięki pomysłowi naszego kolegi o którym nigdy nie zapomnę. Z drzewa widzieliśmy rozwijające się namioty szybki napływ chorych ludzi, w tamtym momencie wiele robotów wybuchło z przegrzania. Brakowało ludzi do pomocy nie byli szkoleni do leczenia w takim wypadku zawsze zajmowały się tym roboty, gdy około miliona ludzi zdążyło umrzeć nadchodziła kolejna fala zaczęła się ona całkiem niewinnie, podjechał autobus pełen chorych ludzi lecz z pewnymi mutacjami jeden nie miał ręki lecz istny kawał metalu drugi był bez głowy a trzeci latał. Mimo tego że byli chorzy w nocy było można zauważyć podczerwień który przeszukiwał teren z ich oczu. Po upływie tygodnia od naszej ucieczki myśleliśmy że nikt nas nie znajdzie lecz w nocy nasze chipy wystrzeliły w powietrze wielki napisy z kodem chipu i naszą weryfikacją wiedzieliśmy że musimy uciekać ale któryś z pacjentów strzelił laserem w moją głowę wypalając ślad w kształcie kotwicy mimo okropnego bólu i zapachu przepalanej skóry podniosłam się i biegłam dalej. Jak wsiedliśmy do zepsutego lotobusa nacięliśmy swoje ręce i wyciągnęliśmy chipy. Zobaczyliśmy za fotelem skrzynie po której otworzeniu była opcja otworzenia szczeliny w niebie po uruchomieniu jej znaleźliśmy się w grze gdy wylądowaliśmy podjechało auto które objaśniło nam cel gry i punkt do którego musimy dotrzeć. Każdy z nas dostał trzy życia swoje słabe punkty i zadanie specjalne, naszym celem było wejście najwyższe miejsce na mapie po czym zeskoczenie z niej. Cały świat miał może 200m/2 byliśmy jak mrówki szukające wskazówek i broni myśleliśmy że będziemy musieli iść latami a jednak wystarczyło pójść na tzw. Wielkiego lamparta do którego prowadziło wiele szczelin, wulkanów i rzek. Po 16 godzinach drogi wielu bitew straceniu dwóch zawodników dotarliśmy tam z ranami które byliśmy w stanie wyliczyć na jednej ręce, skacząc stamtąd trzymałam za rękę Mirko, Maxa a on trzymał Kare lecieliśmy 5 minut modląc się o wygraną i tak też było. Obudziłam się w moim domu lecz widok z okna dalej był zagładą, wtedy oświeciło mnie gdzie może być mój tato. Jak najszybciej zeszłam do piwnicy wzięłam latającą deskę mojego taty której zazwyczaj nie mogłam brać ale wiedziałam że to sytuacja awaryjna, zadzwoniłam przez smartwatch do mojego przyjaciela który wydzwaniał do mnie przez cały czas gdy byłam pozbawiona komórki, bez pukania weszłam do jego domu i powiedziałam że opowiem mu wszystko po drodze. Po długim locie wylądowaliśmy na laboratorium w którym byłam żeby sprawdzić gdzie mój tato, weszliśmy nie zauważeni wpychając swoją szczupłą dłoń pomiędzy zabezpieczenia dotarliśmy do basenu pełnego radioaktywnej wody, dojrzałam na brzegu kapelusz mojego taty, pod wpływem impulsu wskoczyłam do wody która mnie poraziła widziałam moje ciało od góry ale nieco wyżej byli ludzie w tym mój tato gdy do niego podeszłam odepchnął mnie z słowami:

– Idź ty nieznajoma – parsknął

– Tatusiu to ja twoja Alice – powiedziałam z łzami w oczach

– Nie, moja córka goniła by to auto byle po to by mi pomóc

– Ale, ale…

– Właśnie

– Zawsze mi tłumaczyliście z mamą że w razie niebezpieczeństwa mam uciekać – mówiłam o ostatnich siłach

– Tak, my z mamą lecz moja kobieta uświadomiła mi dziś w jakim byłem błędzie – wykrzyknął

Wtedy wskoczyłam do ciała i po wyjściu razem z Kubą próbowaliśmy wyciągnąć tatę i zobaczyć czy w wyniku promieniowań nie zrobiono mu prania mózgu. Po 40 minutach prób udało się moje podejrzenia były trafne, tato bardzo mnie przeprosił i opowiedział jak można zapobiec całej inwazji. Musiałam tylko wykraść akumulator i w bezpieczny sposób przetransportować go do serca kraju czyli do oka lwa znajdującego się w kosmosie ( bazie wszystkich krajów) Mój tato zajął się znalezieniem lotu rakiety z dalekim zasięgiem czyli rakiety MKR745. Po wylocie wylądowałam na marsie za pomocą grawitacji popłynęłam żabką na Saturn tam znajdowała się baza, ubrałam odrzutowe rolki i szybko wepchnęłam akumulator do oka lwa, usłyszałam głośny pisk alarmu który wybił wszystkie szyby, zostały wydane strzały z broni długiej które oznaczały przerwanie łączenia z centralą ziemską w 10 minut w kosmosie pojawiło się 38 rakiet z zastawą wojskową gotową do walki, ja z niepokojem weszłam do nosa posągu który pozwolił mi w bezpieczny sposób przeczekać przeszukiwanie terenu. Po udanej próbie schowania się wyszłam nie zauważona i wróciłam na marsa na której o dziwo mego zdziwienia nie było tam rakiety taty, nie wiedziałam co robić schowałam się w kraterze na planecie i udawałam podczas przelotów że nikogo tam nie ma, zauważyłam nad moją głową kawałek rakiety wiedziałam że stało się coś nie dobrego. Zza krat wieży widziałam strażników którzy wepchnęli tam mojego tatę. Szybko podleciałam przecisnęłam się przez kraty i wpychając moją dłoń chwyciłam klucze którymi otworzyłam drzwi. Mój tato biorąc deskę rozwalił sufit i mocno trzymając mnie za dłoń leciał w kierunku ziemi, mimo niebezpiecznej sytuacji podziwiałam spadające gwiazdy myśląc tylko o tym żeby to był koniec tego wszystkiego.

Po dwóch miesiącach wszyscy byli zaproszeni na uroczyste powitanie normalności i oficjalne przeprosiny poprzedniego dyktatora (odpowiednik dawniejszego prezydenta). Też wtedy po raz pierwszy ujrzałam Mirka w normalnym świetle dziennym bez ran i bez walk. Wszystkie osoby uczestniczące w falach które zabiły naszych bliskich zostały wysłane na planetę DEatH212 pod zaostrzonym rygorem. Nawet jeśli nie były to najlepsze chwile w moim życiu to wtedy poznałam moją miłość oraz najlepszą przyjaciółkę.

A tą przyjaciółką jest autorka, pisząca wywiad.
Zuzanna Gargała klasa 7b
SP nr 3 w Kłodzku

Książki Stanisława Lema dostępne w księgarni Wydawnictwa Literackiego

Zostaw komentarz