ul. Narvik 66, 30-437 Kraków, Polska

WYPRAWA W KOSMOS

Julia Czuba

WYPRAWA W KOSMOS

N

a planecie Ziemia żył sobie pewien wynalazca – astronom o imieniu Albert, który od dzieciństwa marzył o locie w kosmos. Pewnego dnia wpadł na świetny pomysł, a mianowicie na zbudowanie rakiety.

Następnego dnia od razu wziął się do pracy, wraz ze swoimi robo – pomocnikami Dyziem i Zyziem, szukał materiałów do zbudowania konstrukcji. Roboty poszły po materiały, które jak się okazało były trudne do zdobycia, poszukiwali ogromnych silników, hiper – mocnej szyby, siedzeń, sterów i mnóstwa kabelków. Albert też miał niełatwe zadanie, musiał obliczyć prędkość, z którą będą lecieć, i ile im to zajmie czasu. Na początku Robo-pomocnicy bardzo dobrze radzili sobie z odnalezieniem materiałów do zbudowania rakiety. Problemy pojawiły się, kiedy zgromadzili już wszystko z wyjątkiem jednego – brakowało im ogromnych silników. Wtedy naszły ich czarne myśli, gdyż przeszukali wszystkie sklepy, i nigdzie nie mogli ich znaleźć. Po trzech dniach Dyzio i Zyzio wrócili do domu tyle, że byli bardzo smutni, bo nie sprostali zadaniu właściciela. Albert ich pocieszył mówiąc, że sam zbuduje silniki, i że nie mają się czym martwić. Wynalazca budował rakietę dzień i noc przez 14 dni. Po przygotowaniu maszyny do lotu powiedział: Rakieta jest gotowa do lotu na księżyc, będziemy tam lecieć 30 dni i 2 godziny, więc żeby się nie nudzić, chciałbym zabrać ze sobą swoich dwóch zaufanych pomocników Dyzia i Zyzia.

Albert wraz ze swoimi pomocnikami lecieli już 10 dni, gdy nagle pojawiły się komplikacje, a mianowicie wlecieli w pole asteroid. Wynalazca nie był w stanie ich ominąć, ponieważ były za duże. Albert wraz ze swoją załogą rozbili się na jakiejś nieznanej planecie. Była to niezwykła planeta, ponieważ ludzie byli niebiescy, wszyscy mówili jakimś dziwnym językiem oraz najciekawszy był fakt taki, że na tej planecie rządziły dzieci. Wynalazca nie chciał, żeby ktoś się dowiedział, że przybył z innej planety, więc postanowił poszukać niebieskiej farby, żeby pomalować siebie i roboty na niebiesko. Niestety nie mieli nigdzie niebieskich farb do malowania twarzy, więc nie mieli wyjścia – musieli użyć zwykłych plakatowych, tylko był jeden problem jak mieli je kupić, skoro nie byli niebiescy i nie wiedzieli jaką mają walutę. Jednak wynalazca się nie poddawał ubrudził swoją twarz i ręce błotem, żeby wszyscy myśleli, że jest brudny i nie dowiedzieli się, że nie jest z ich planety. I z części z rozbitego statku zbudował maszynę, dzięki której będzie mógł nauczyć się ich języka i wszystkiego o ich planecie w 10 sekund.

Po godzinie pracy astronauta wiedział już wszystko o obcym miejscu, np. że ich walutą są kosmo funty, że ich planetę chroni bańka niewidzialności, dzięki której ludzie jej nie widzą i nawet że mają pięć księżyców. Gdy Albert miał już tak potężną wiedzę i był cały brudny, mógł się wtopić w tłum i kupić farbę. Po drodze, kiedy wracał do miejsca, w którym się rozbił napotkał bardzo miłego chłopca, z którym się zaprzyjaźnił. Albert czuł, że może mu powiedzieć wszystko, więc wyjawił mu sekret jak się tu znalazł. Robo – pomocnicy byli sceptycznie nastawieni do nowego kumpla wynalazcy, nie chcieli, żeby chłopak wiedział kim są i skąd przybyli. Marko, bo tak się nazywał się nowy kumpel zaprowadził Alberta i roboty do swojego domu.

Był to dom niezwykły i wyróżniający się, miał piękną łazienkę i salon. Dyzio i Zyzio postanowili trochę powęszyć na temat chłopaka, więc poszli popytać mieszkańców, ale kiedy wyszli przed dom ich oczom ukazał się budynek z napisem spis mieszkańców planety Tibidi w skrócie (TBD). Pomocnicy od razu weszli do budynku i zobaczyli ciągnące się regały ze skomplikowanymi nazwiskami, i nagle zdali sobie sprawę z tego, że nie wiedzą, jak Marko ma na nazwisko. Zawiedzione roboty wyszły z budynku, żeby się popytać ludzi jak nazywają się mieszkańcy budynku obok, lecz nikt nie wiedział z wyjątkiem jednego chłopaka rządzącego tą planetą, powiedział Dyziowi i Zyziowi, że w swoim lewitującym zamku ma cały długi regał poświęcony tej rodzinie. Dumne z siebie roboty poszły za władcą, lecz w zamku zamiast regałów wypełnionych aktami mieszkańców planety ujrzały małe cele.

Wchodźcie tam wy przerażające stworzenia! – Zawołał pewnym głosem chłopak.

Nie ma mowy. – Odpowiedział drżącym głosem Zyzio.

Właśnie. – Dodał Dyzio.

Jak wejdziecie dam wam książkę z aktami mojego starszego brata Marko. – Próbował przekupić roboty król.

Jak to twojego brata? – Zapytały równocześnie zdziwione roboty.

To wy nie wiedzieliście. – Odpowiedział ze śmiechem władca.

Dość tego dobrego, nie chcecie wejść po dobroci to zmuszę was siłą! – Dodał przywódca.

Pomocnicy byli przekonani, że Albert po nich przyjdzie, bo zawsze mogli na niego liczyć, był dla nich jak tata. I tak się stało władca chciał się pochwalić swoją nową zdobyczą i wysłał informacje o więźniach do swojej rodziny, w tym do swojego brata Marko. Przyjaciele od razu się spakowali i pośpiesznym krokiem ruszyli w stronę zamku by ratować Dyzia i Zyzia. Gdy byli na miejscu Albert dowiedział się, że żeby jego roboty były wolne musi wygrać pojedynek z królem, zasady pojedynku były takie:

  • Trzeba mieć własną broń,
  • Pojedynek jest rozgrywany na szczudłach,
  • Pojedynek wygrywa ten kto straci równowagę na szczudłach.

Wynalazca miał 12 godzin na zbudowanie broni, ponieważ musiał się jeszcze wyspać, broń miała wytwarzać fale dźwiękowe mające za zadanie przechylać szczudła na różne strony. Następnego dnia był pojedynek, obydwaj zawodnicy stali na szczudłach w wyznaczonych miejscach i na znak strzału zaczęła się walka. Albert strzelił niechcący nie w szczudła, lecz we władcę, który nagle zaczął się unosić. Po chwili ogłoszono, że pojedynek wygrał wynalazca i tym samym został królem planety, jednak Albert nie mógł przyjąć tego tytułu, ponieważ tęskni za domem i swoją planetą, więc przekazał ten tytuł swojemu nowemu najlepszemu przyjacielowi Marko, a w zamian za to nowy władca dał mu teleporter dzięki któremu będzie mógł wrócić do domu i przybywać na ich planetę, kiedy zechce. KONIEC

MORAŁ: Dbaj o swojego przyjaciela, bo najlepszego będziesz miał tylko jednego na całe życie.

Julia Czuba, klasa 6d

SP nr 3 Kłodzko

Książki Stanisława Lema dostępne w księgarni Wydawnictwa Literackiego

Zostaw komentarz